Co jest po śmierci ·Martin Martinezz

Co jest po śmierci? Relacje ludzi, którzy wrócili

Co jest po śmierci? Osoby reanimowane po zatrzymaniu krążenia opisują zaskakująco podobne rzeczy: tunel, światło, spokój, przegląd życia. Spokojny przegląd powtarzających się motywów, bez obietnic i bez strachu.

Co jest po śmierci? Relacje ludzi, którzy wrócili

Pytanie, co jest po śmierci, rzadko przychodzi w spokojnym momencie. Najczęściej wraca wtedy, gdy ktoś bliski właśnie odszedł. Przestaje być wówczas ciekawostką i staje się czymś, o czym myśli się nocą, w kuchni, w drodze do pracy. I właśnie wtedy wiele osób trafia na opowieści ludzi, którzy przeszli śmierć kliniczną i wrócili. Czyta się je inaczej niż wcześniej. Uważniej.

Te relacje są uderzające — nie dlatego, że cokolwiek rozstrzygają, bo nie rozstrzygają. Są uderzające dlatego, że są do siebie podobne. Ludzie z różnych krajów, w różnym wieku, o bardzo różnych przekonaniach opisują zbliżone rzeczy, często tymi samymi słowami. W literaturze nazywa się to doświadczeniem z pogranicza śmierci, w skrócie NDE. Ten tekst jest spokojnym przeglądem powtarzających się motywów. Nie jest dowodem na życie po śmierci i nie jest dowodem przeciw niemu.

Umówmy się więc na początku co do jednego. Nikt nie wie, co jest po śmierci. Można zebrać świadectwa, poszukać w nich prawidłowości i powiedzieć, co z nich wynika, a co nie. To uczciwa granica takiego tekstu i nie będę jej przekraczał ani w stronę pocieszających obietnic, ani w stronę wyśmiewania ludzi, którzy coś przeżyli.

Skąd mamy relacje osób po śmierci klinicznej

Medycyna ratunkowa rozwinęła się na tyle, że z zatrzymania krążenia wraca dziś znacznie więcej osób niż kiedykolwiek wcześniej. Resuscytacja, defibrylacja, nowoczesna intensywna terapia — to wszystko sprawiło, że powstała spora grupa ludzi, którzy znaleźli się na granicy i potrafią o tym opowiedzieć. Śmierć kliniczna przestała być końcem opowieści. Zaczęła być jej środkiem.

Część tych osób nie pamięta niczego. Mówią o pustce, o przerwie, o nagłym przeskoku z jednej chwili do drugiej, jak przy narkozie. Inni pamiętają bardzo dużo i opisują to jako najważniejsze przeżycie swojego życia, do którego wracają potem przez dziesięciolecia. To właśnie ta druga grupa dała początek temu, co nazywamy doświadczeniem z pogranicza śmierci.

Opowieści tego rodzaju weszły do szerokiej świadomości w latach siedemdziesiątych, kiedy amerykański lekarz Raymond Moody zebrał pierwsze większe zbiory takich relacji i spopularyzował określenie mówiące o życiu po życiu. Zwrócił uwagę nie na pojedyncze historie, lecz na ich powtarzalność. Od tamtej pory podobne zbiory powstawały w wielu krajach i w bardzo różnych kręgach kulturowych.

Trzeba dodać coś, o czym rzadko się mówi. Wiele osób nigdy nikomu o tym nie opowiada. Boją się, że zostaną uznani za niepoczytalnych, że ktoś z rodziny się przestraszy albo że lekarz zapisze to w dokumentacji. Dlatego relacji jest prawdopodobnie znacznie więcej, niż trafia do jakichkolwiek zbiorów, i dlatego najcenniejsze są te zebrane cierpliwie, bez sensacji.

Tunel i światło

Najczęściej powtarzający się obraz to przejście. Ludzie mówią o tunelu, korytarzu, lejku, czasem o ciemnej przestrzeni, w której czuli ruch do przodu. Rzadko opisują to jako spadanie. Znacznie częściej jako wciąganie albo unoszenie, spokojne i pozbawione lęku. Niektórzy w ogóle nie widzą tunelu, tylko nagłą zmianę miejsca, jakby ktoś przełączył obraz z jednego ujęcia na drugie.

Na końcu tego przejścia pojawia się światło. To chyba najbardziej uporczywy element wszystkich relacji o życiu po śmierci. Ludzie podkreślają dwie rzeczy. Pierwsza: światło było bardzo intensywne, ale nie raziło oczu. Druga: nie wydawało się rzeczą, lecz raczej kimś. Mówią o nim jako o obecności, która wie o nich wszystko i mimo to nie ocenia.

Wiele osób w tym miejscu relacji zatrzymuje się i mówi, że brakuje im słów. To częste. Nie dlatego, że coś ukrywają, ale dlatego, że nasz język powstał do opisywania rzeczy z tego świata.

Unoszenie się nad własnym ciałem

Drugi powtarzający się motyw jest znacznie bardziej przyziemny, a jednocześnie najtrudniejszy do wytłumaczenia. Pacjenci mówią, że patrzyli na siebie z góry. Widzieli swoje ciało na podłodze, na noszach, na stole. Widzieli ratowników, personel, bliskich. Opisują to bez emocji, rzeczowo, jakby relacjonowali film, który się przed nimi wyświetlał.

Charakterystyczne jest to, co mówią o uczuciach w tym momencie. Nie było paniki. Nie było współczucia dla własnego ciała. Wiele osób przyznaje wprost, że ciało na podłodze przestało ich interesować, jakby patrzyli na zdjęte ubranie. Dla rodzin to bywa trudne do przyjęcia, bo zakładamy, że umieranie musi być walką. Relacje mówią raczej o odłączeniu.

Z tym motywem wiąże się jeszcze jedna rzecz, o którą pytają bliscy: czy umierający słyszał, co się do niego mówiło. Relacje sugerują, że czasem tak. Ludzie opowiadają, że zapamiętali słowa wypowiedziane nad nimi, imiona, fragmenty rozmów. Nie jest to pewność, ale wystarczający powód, by mówić do umierającego spokojnie i czule.

Spotkanie z bliskimi

Trzeci motyw to obecność innych. Ludzie opisują, że ktoś na nich czekał. Najczęściej byli to zmarli członkowie rodziny — babcia, dziadek, rodzic, czasem dziecko. Rzadziej postacie, których nie potrafili nazwać. Niektórzy mówią o nich jako o przewodnikach, inni po prostu o kimś znajomym, kto był przy nich i nie musiał nic tłumaczyć.

Warto być tu ostrożnym. Taka relacja nie jest obietnicą, że po śmierci spotkamy naszych zmarłych. Jest opisem tego, co ktoś przeżył i co zapamiętał. Pamięć działa w sposób twórczy, a mózg w kryzysie tym bardziej. Jednocześnie trudno przejść obok faktu, że ten sam motyw wraca u ludzi, którzy nic o sobie nie wiedzą i nigdy o takich relacjach nie słyszeli.

Przegląd życia

Czwarty motyw to przegląd życia. Ludzie mówią, że zobaczyli swoje życie — nie jak taśmę od początku do końca, ale raczej jak całość naraz. Wiele osób używa porównania do panoramy albo do rozłożonej mapy. Opisują, że widzieli zdarzenia, o których dawno zapomnieli, w tym drobne, zupełnie zwyczajne chwile sprzed kilkudziesięciu lat.

Najciekawszy jest jednak sposób, w jaki te zdarzenia były oceniane. Pacjenci mówią zgodnie, że nie liczyły się rzeczy, które w życiu uważali za ważne. Nie praca, nie pieniądze, nie sukcesy. Liczyło się to, jak traktowali ludzi. Niektórzy opowiadają, że czuli skutki swoich czynów tak, jakby byli po drugiej stronie — w skórze osoby, którą skrzywdzili albo której pomogli.

Co istotne, prawie nikt nie opisuje tego jako sądu w sensie kary. Mówią raczej o zrozumieniu, które przychodzi od środka i bywa trudniejsze niż jakikolwiek wyrok z zewnątrz. To jeden z tych elementów relacji o życiu po życiu, które zostają w ludziach na stałe i realnie zmieniają ich późniejsze decyzje.

Spokój, który trudno opisać słowami

Jeśli jest w tych opowieściach coś, co powtarza się jeszcze częściej niż światło, to spokój. Prawie wszystkie relacje mówią o ustąpieniu bólu i o poczuciu bezpieczeństwa, którego ci ludzie nie znali z codziennego życia. Opisują to jako ulgę, ciszę, powrót do czegoś znajomego. Słowo, które wraca najczęściej, to właśnie dom.

Ten element ma dla osób w żałobie szczególne znaczenie, więc trzeba go opisać uczciwie. Relacje o doświadczeniu z pogranicza śmierci sugerują, że samo umieranie nie musi być przeżywane jako cierpienie, nawet gdy z zewnątrz wygląda dramatycznie. To nie jest to samo co wiedza o tym, co jest dalej. Ale dla wielu ludzi jest to jedyna rzecz, o którą naprawdę chcieli zapytać.

Niechęć do powrotu

Szósty motyw zaskakuje najbardziej. Ludzie, którzy wrócili, często nie chcieli wracać. Mówią o złości, o rozczarowaniu, o poczuciu, że ktoś im coś odebrał. Niektórzy pamiętają, że prosili, żeby mogli zostać. Potem, już w szpitalu, nie potrafili tego wytłumaczyć rodzinie, bo brzmiało to jak odrzucenie najbliższych.

Bardzo często pojawia się przy tym jeszcze jedno: świadomość, że powrót był konieczny z jakiegoś powodu. Niedokończona sprawa, małe dzieci, ktoś, kto ich potrzebował. Trudno powiedzieć, czy to element samego przeżycia, czy późniejsza próba nadania mu sensu. Jedno jest pewne — wiele z tych osób zmienia potem sposób życia. To zmiana, którą widzą też ich rodziny.

Granica, której nie wolno przekroczyć

Siódmy motyw to granica. Rzeka, most, mur, linia, brama, płot, czasem po prostu nieokreślone miejsce, dalej którego nie można było pójść. Pacjenci mówią, że wiedzieli bez słów, że przekroczenie tej granicy jest nieodwracalne. Nikt im tego nie tłumaczył. To była wiedza oczywista jak to, że woda jest mokra.

Dla wielu badaczy to jeden z najbardziej intrygujących szczegółów, bo nie jest oczywisty kulturowo. Można sobie wyobrazić, że ktoś wyniósł z dzieciństwa obraz światła czy aniołów. Granica, której pilnuje się samemu i której nikt nie broni, jest mniej oczywista. A wraca w relacjach o życiu po śmierci bardzo konsekwentnie, w bardzo różnych miejscach świata. Dla wielu czytelników to właśnie ten szczegół jest najmocniejszym argumentem w rozmowach o życiu po życiu.

Jak podobne są te relacje u ludzi różnych kultur

To pytanie jest w całej sprawie kluczowe. Gdyby te przeżycia były wyłącznie wytworem wyobraźni ukształtowanej przez religię i kulturę, powinny się drastycznie różnić. Hindus, katolik, buddysta i ateista powinni opowiadać cztery zupełnie inne historie. Tak się nie dzieje — przynajmniej nie na poziomie samego szkieletu przeżycia.

Różnice istnieją i są realne, ale dotyczą przede wszystkim interpretacji oraz nazw:

  • Szkielet przeżycia bywa bardzo podobny: przejście, światło, spokój, obecność kogoś, granica, powrót.
  • Nazwy postaci zależą od kultury. Ta sama świetlista obecność w jednej relacji jest Chrystusem, w innej po prostu kimś dobrym, w innej nie ma nazwy.
  • Kolejność i akcenty są różne. Nie każdy widzi tunel, nie każdy ma przegląd życia, nie każdy spotyka kogokolwiek.
  • Wnioski życiowe są natomiast zdumiewająco zbieżne: mniej lęku przed umieraniem, większa waga relacji z ludźmi.

Dzieci stanowią tu osobny, ważny przypadek. Małe dzieci, które jeszcze nie mają gotowych wyobrażeń o tym, co jest po śmierci, opowiadają historie o tej samej budowie co dorośli. Czasem zupełnie zwyczajnym językiem, bez religijnych skojarzeń, bez patosu, mówiąc o jasnym miejscu i o kimś, kto był miły.

Co mówią osoby niewierzące

Relacje ateistów i agnostyków są jedną z najtrudniejszych części tej historii, i to dla obu stron sporu. Osoby, które nie wierzyły w żadną formę życia po śmierci, opisują to samo: światło, spokój, obecność, przegląd życia. Nie znajdują tam jednak religijnej treści. Wielu z nich po powrocie nadal nie wierzy w Boga, choć przestaje wierzyć w to, że świadomość kończy się definitywnie.

To ważne również dlatego, że osłabia prosty zarzut o myślenie życzeniowe. Trudno argumentować, że ktoś zobaczył to, w co chciał wierzyć, jeśli nie wierzył w nic takiego i wrócił zakłopotany. Jednocześnie niewiele to wyjaśnia, bo obraz spokojnego światła może być wspólnym sposobem reagowania mózgu, niezależnym od poglądów i wychowania.

Dla porządku warto dodać jeszcze jedno. Część osób niewierzących po powrocie zaczyna traktować życie po śmierci jako możliwość, a nie jako pewnik. To ostrożna zmiana, ale realna. Mówią zwykle tak: nie wiem, co jest po śmierci, wiem tylko, że to, co przeżyłem, nie było snem. Takie zdanie jest bliżej prawdy niż każda z dwóch popularnych skrajności, między którymi zwykle toczy się ta rozmowa.

Co zmienia się w ludziach po powrocie

Jest jeszcze jeden element, o którym mówi się rzadziej, a który bywa najlepiej udokumentowany, bo widzą go bliscy. Ludzie po takim przeżyciu zwykle się zmieniają. Mniej boją się własnej śmierci. Częściej mówią, że czas jest ograniczony i że nie chcą go marnować. Nierzadko zmieniają pracę, kończą wyniszczające relacje albo odwrotnie — naprawiają to, co dało się naprawić.

Bywa też trudniej. Część tych osób czuje się wyobcowana. Przeżyli coś, czego nie potrafią przekazać, a otoczenie oczekuje, że wrócą do normalności. Niektórzy przez lata nie mówią o tym nikomu. To właśnie dlatego warto takich opowieści słuchać spokojnie, bez pośpiechu i bez przerywania — nawet jeśli nie wiemy, jak je wyjaśnić.

Badacze zajmujący się tym zjawiskiem zwracają uwagę, że ta trwała zmiana postawy jest jednym z najlepiej widocznych skutków, jakie zostawia doświadczenie z pogranicza śmierci. Można spierać się o to, co ci ludzie zobaczyli. Trudniej spierać się o to, że śmierć kliniczna przestawiła im życie na inne tory — czasem po kilkudziesięciu latach życia w pośpiechu i odkładania wszystkiego na później.

Czego te relacje nie rozstrzygają o tym, co jest po śmierci

Trzeba to powiedzieć wyraźnie, zwłaszcza w tekście, który mogą czytać ludzie w żałobie. Nikt nie wie, co jest po śmierci. Relacje osób reanimowanych są świadectwami, a nie dowodami. Mówią o tym, co ktoś przeżył i zapamiętał w sytuacji skrajnego kryzysu organizmu. To bardzo dużo i jednocześnie wciąż za mało, by cokolwiek ogłaszać.

Ich wartość jest inna. Są spójne, licznie potwierdzane i trudne do zignorowania. Każdy, kto chce je wyjaśnić, musi wyjaśnić również ich podobieństwo u ludzi, których nie łączy ani wiek, ani wiara, ani język. To wystarczający powód, by o nich rozmawiać spokojnie, bez wyśmiewania i bez przesady w drugą stronę.

Jeśli właśnie straciłeś kogoś bliskiego

Jeśli czytasz to w pierwszych tygodniach po śmierci kogoś, kogo kochałeś, warto wiedzieć jedno. Czytanie o życiu po śmierci bywa ulgą, ale bywa też sposobem na odwlekanie żalu. Jeśli czujesz, że nie dajesz sobie rady — że nie możesz spać, jeść, pracować, albo że ból nie słabnie wcale — porozmawiaj z kimś zaufanym albo ze specjalistą. Żałoba nie jest czymś, co trzeba przejść samemu, a tekst taki jak ten nie zastąpi rozmowy z drugim człowiekiem.

Podsumowanie: nikt nie wie, co jest po śmierci

W relacjach osób reanimowanych wracają te same elementy: przejście, światło, spokój, unoszenie się nad ciałem, spotkanie z bliskimi, przegląd życia, granica i niechęć do powrotu. Wracają u ludzi różnych kultur, w różnym wieku, wierzących i niewierzących. Śmierć kliniczna pokazuje nam więc coś realnego, choć niekoniecznie to, co chcielibyśmy usłyszeć. Nie wiemy, czy te przeżycia są spojrzeniem za granicę, czy sposobem, w jaki umierający mózg radzi sobie z końcem. Wiemy, że są prawdziwe jako przeżycia i że zmieniają ludzi na całe lata. Pytanie o istnienie życia po śmierci zostaje więc otwarte, a to nie jest tak mało, jak się wydaje. Temat jest szerzej opisany w książce „Co jest po śmierci?”.

Przeczytaj też